Wiele przepisów w jednym, czyli jak ogarnąć smaczny makaron w 10 minut!

Treningowo nie mam nic do powiedzenia. No bo co tu mówić? Że znowu choroba, czy inna migrena i treningi powypadały? Szkoda gadać i tyle. Warto jednak skupić się na temacie wytopu. Ten szedł całkiem nieźle (z 83 kg waga zeszła do 76 kg, brakowało kilograma do wagi docelowej!), ale przypałętała się migrena. W 4 dni waga wzrosła do 81,6 kg :-O Większość tego to woda, ale i tak jest to deprymujące, bo o ile początek łatwo się zrzuca (dzisiaj, czyli kolejne 4 dni później, już jest 78,5 kg), to końcówka zawsze jakoś zejść nie chce.

Z tego względu powinienem znowu większą uwagę zwrócić na to co jem. I zwracam, bo pojawiają się bardzo zdrowe posiłki typu warzywka na parze + jakieś mięsko (indyk, kurczak, ryba). Ale trzeba sobie czasem dogodzić, czyż nie? W końcu o czym człowiek myśli na wytopie, jak nie o jedzeniu!? I to raczej nie wytopowym 😉

Jakiś czas temu zrobiłem fajny makaronik, który od tamtego czasu powtarza się regularnie. Przygotowanie jest proste i szybkie, a smak powala. No jest w tym smaku coś, co sprawia, że mógłbym to jeść prawie codziennie! Mowa o makaronie z własnoręcznie przygotowanym pesto.

Dlaczego przygotowane własnoręcznie, a nie kupne? Świetne pytanie, cieszę się, że je sobie sam zadałem 😉 Z dwóch względów. Po pierwsze, kupne pesto można nabyć najczęściej w postaci klasycznej (zielone, z bazylią) lub czerwonej (z suszonymi pomidorami). Takie pesto często jest masakrycznie tłuste i przez to mdłe. Po drugie, samodzielnie przygotowane może być udziwnione.

Tak właśnie jest w tym przypadku. Ja pesto przygotowuję najczęściej w dwóch wariantach: ze szpinakiem (Mysia uwielbia!) i z jarmużem (ja uwielbiam!). Ale można eksperymentować. Można zrobić pesto z natki pietruszki, czy praktycznie dowolnej innej zieleniny!

Składniki na jedną (1!) porcję (trzeba mnożyć przez liczbę osób!):

  • Parmezan – 15g
  • Orzeszki piniowe – 15g
  • Oliwa z oliwek – 15g
  • Czosnek – ile lubicie, ja daję dwa lub trzy ząbki na głowę
  • Sok z cytryny – zależy od cytryny, zazwyczaj sok z 1/4 cytryny na głowę
  • Jarmuż lub szpinak – ile wlezie do blendera! Tu naprawdę ciężko przesadzić 😉
  • Makaron – adekwatnie do potrzeb 😉

Przygotowanie jest trywialnie proste. Przygotowujemy odpowiednie porcje poszczególnych składników. Wrzucamy parmezan, orzeszki (można je również zastąpić np. pestkami słonecznika), oliwę, czosnek i sok z cytryny do rozdrabniacza (lub blendera, też się nada). Rozdrabniamy aż będzie ładnie rozdrobnione (;)). Następnie porcjami dodajemy i rozdrabniamy zieleninę. Jak już docelowa porcja jest gotowa, to sprawdzamy smak. Pesto ma nam po prostu smakować na surowo. Jeśli nie smakuje, to dodajemy co potrzeba, żeby było lepiej. Nastawiamy wodę na makaron – ostatnimi czasy wcinamy świeży makaron z Lidla, papardelle albo tagliatelle, który gotuje się 3-4 minuty. Wrzucamy makaron i go gotujemy. 2 minuty przed końcem gotowania makaronu na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy z oliwek i wrzucamy pesto. Chodzi o to, żeby doprowadzić do lekkiego roztopienia się parmezanu w pesto (u mnie zajmuje to 30-60 sekund, w zależności od producenta parmezanu). W międzyczasie odcedzamy makaron, po czym wciepujemy go na rozgrzane na patelni pesto. Mieszamy, żeby makaron rzeczonym pesto się pokrył. Przekładamy na talerze/miski i wcinamy!

Może nie wygląda to zbyt zachęcająco na zdjęciu, ale w smaku… niebo w gębie!

Makaron z pesto
Makaron z pesto