Do kobiecego serca?

Dzisiaj Dzień Kobiet. Jak więc lepiej dotrzeć do kobiecego serca, niż przez żołądek? Tak, tak, wiem, wiem. To niby do męskiego serca się tak dociera. Ale przecież kobiety są równe mężczyznom, prawda? A do serca Mysiego przez żołądek można, więc poszedłem na łatwiznę i skorzystałem z utartej ścieżki 😉

Mówią różni eksperci, że w dobrym związku partnerzy zachowują swoją odrębność, ale mają też wspólne pasje. Tak się złożyło, że do naszych pasji zalicza się gotowanie (i jedzenie!) oraz sport (triathlon i takie tam). Często działamy razem, w myśl zasady, że co dwie głowy to nie jedna (i co cztery ręce, to nie dwie, a gdzie kucharek sześć tam… chyba się zapędziłem ;)).

Co ja tutaj chciałem, tak w ogóle… A, no tak. Czas do meritum. W ramach współpracy dzisiejszy posiłek przygotowaliśmy razem. Od jakiegoś czasu jemy zdrowiej, więc chcieliśmy zrobić mały eksperyment. Czy da się zrobić smaczne i w miarę zdrowe burgery? W końcu przy treningu istotne jest uzupełnianie żelaza! Z tego względu postanowiliśmy skorzystać z pomysłu, w którym zasmakowaliśmy w Baranoli (Bura Koza, mniam!) i do burgerów weszły też buraki, ser kozi i sos chrzanowy.

Podział czynności nastąpił według poszczególnych kompetencji. W temacie robienia pieczywa jestem zupełnie zielony, za to Monika potrafi tu zaszaleć. Za to ja, podobnie jak Monika, potrafię obrobić mięcho i złożyć posiłek w całość. Wykoncypowaliśmy więc, że bułki do burgerów zrobi Monika, a ja zajmę się resztą. Jeśli chcecie wiedzieć, co i jak z bułkami – pytajcie Moniki, ja „sięnieznam[tm]”. Jedyne co wiem, to że były pyszne! 🙂

Co do burgerów, tu już łatwiej, tą wiedzą mogę się podzielić – bo ją mam. A nawet jeśli nie, to i tak wyszło smacznie! Wiadomym jest, że w burgerach wielkie znaczenie ma jakie mięso wykorzystamy. No, chyba, że robimy burgery z krewetek czy warzyw strączkowych, to wtedy jednak nie. Tutaj burgery miały być wołowe, więc mięso było z wołu, a konkretniej z rostbefu. Mięso na burgery nie może być zbyt chude, bo inaczej wyjdą raczej twarde, a nie o to przecież chodzi. Czas na konkrety!

Składniki dla 4 osób:

  • Mięso wołowe – u nas ~200g na osobę
  • Bułki (to nie ja!)
  • Sos worcester (do mięsa) – 2 łyżki
  • Sól
  • Pieprz
  • Łyżka oleju słonecznikowego – do smażenia
  • Ser kozi w plastrach
  • Burak
  • Jogurt naturalny – pół małego kubka
  • Chrzan – dwie łyżki
  • Rukola – żeby było zielsko

Na początek wołowina trafiła na godzinkę do zamrażalnika. Jakoś mięso ma lepszą teksturę po zmieleniu, jak się je trochę zmrozi przed mieleniem. W międzyczasie przygotowałem „sos chrzanowy”, czyli dwie łyżki chrzanu tartego wymieszałem z połową małego kubka jogurtu. Pokroiłem buraka, tym razem był to gotowy burak ugotowany. Oprócz pokrojenia wymagał tylko podgrzania na etapie składania. Ser był gotowy w plastrach, więc tylko wyłożyłem go, żeby był pod ręką. Rukola umyta i wysuszona.

Gdy mięso się lekko przemroziło, kroimy je w kawałki, które wejdą do maszynki do mielenia, po czym… Odpalamy maszynkę do mielenia (szok!) i mielimy. Do zmielonego mięsa dodaję 2 łyżki sosu worcester, trochę zmielonego pieprzu (wedle smaku) i zagniatam je przez 45-60 sekund, aż połączy się w wielką kulę. Później kulę rozdzielam na mniejsze kule (~100 g) i formuję burgery. Tutaj warto zaznaczyć, że burgery formuję ręcznie, przy okazji zostawiając trochę grubszy brzeg, trochę chudszy środek. Dlaczego? Wiadomo, że mięso w trakcie smażenia się „zbiega”. Gdybym zrobił płaskie burgery, to „zbiegnięcie się” spowodowałoby powstanie sporego wybrzuszenia na środku, a w konsekwencji problemy w trakcie składania w całość. Formowanie z wgłębieniem na środku powoduje, że po usmażeniu mamy równiutkie kotlety.

Mięso uformowane, czas smażyć (Trenerze, nie bij!) burgery! Na rozgrzaną (porządną) patelnię wlewamy dosłownie łyżkę oleju słonecznikowego, rozprowadzamy go, żeby patelnia pokryła się cieniutką warstwą i wrzucamy mięso. Ja smażę tak, że na każdej stronie mięso spędza 30-45 sekund, po czym jest obracane. Patelnia cały czas na wysokiej temperaturze, ale takiej, żeby mięso się nie paliło. Czas smażenia? Zależy od mięsa, patelni, kuchenki, upodobań – czyli trzeba wyczuć. Po usmażeniu odkładamy kotlety na talerz, na ~2 minutki, żeby mięso odpoczęło. W międzyczasie podgrzały się plastry buraka, bułki zostały przekrojone. Składamy!

Na początek idzie spód bułki, na to rukola, plaster sera koziego, potem kotlet i na to jeszcze plaster sera (bo cienkie są, noooo…), na to jeszcze burak plus sosik chrzanowy i zamykamy bułką. Ostatnie trzy kroki do zobaczenia na zdjęciach poniżej 🙂

Krok przed przedostatniu
Krok przed przedostatniu
Krok przedostatni!
Krok przedostatni!
Burgery!
Burgery!

Etapu wcinania z troski o czytelników nie dokumentowaliśmy 😉

Korzystając z okazji, wszystkim Paniom chciałbym życzyć wszystkiego naj! I samych pyszności 😀