Prawie triathlon, czyli sztafeta na dwa w Starogardzie Gdańskim

Tegoroczny sezon nie był dla mnie zbytnio łaskawy, do tej pory. Najpierw kontuzja uniemożliwiła mi ukończenie półmaratonu w Gdyni. Potem problemy z zębem uniemożliwiły start w Czempiniu. Z treningiem też było różnie, bo migreny i takie tam. No nie było dobrze, no… Jednak pomimo tych wszystkich problemów Trener był w stanie opracować taki trening, że jest postęp, jest forma.

Sprawdzianem tejże formy miał być mój prawie triathlon, czyli sztafeta w Starogardzie Gdańskim w ramach cyklu Triathlon Energy (polecam start, fajnie zrobione imprezy). To kolejny rok z rzędu, kiedy w Starogardzie w sztafecie Endure Team wystawia reprezentację. W zeszłym roku startowaliśmy we trzech (Marek płynął, ja jechałem na rowerze, a Paweł pobiegł zamiatając stawkę ;)) i zajęliśmy pierwsze miejsce. W tym roku startowaliśmy we dwóch (niezawodny Marek płynął, ja jechałem na rowerze i biegłem).

W tym miejscu warto dodać, że zarówno w zeszłym roku, jak i w tym, Marek robił wariant hardcore, czyli: najpierw płynął dla sztafety (950 metrów), a potem startował indywidualnie na 1/8 IM! Szacun ogromny i podziękowania wielkie! 🙂

Przepłynięcie odcinka pływackiego zajęło Markowi 19’16” i był to trzeci czas wśród sztafet. Pierwsza strefa zmian, gdzie przekazywaliśmy sobie czipa, zajęła nam 1’47”. Pokulałem się na rower i przyszedł czas na jazdę. Pierwsze kilkaset metrów to była nawierzchniowa masakra, potem już na nawierzchnię nie można było narzekać.

Sam rower miałem pojechać na 280+ watów, niestety, plan się nie udał. NP z całego odcinka rowerowego wyniósł 276W, jakieś 3,5 W/kg. 20 watów więcej niż w zeszłym roku, ale mniej niż założona moc… Przyczyn było kilka, jedną z nich była chęć uniknięcia draftowania. W szczegóły się wbijał nie będę, ale niektórzy powinni się mocno zastanowić, czy powinni jeździć w zawodach w konwencji bez draftingu. Kolejnym problemem było utrzymanie mocy na odcinkach z górki. Ogólnie, trzeba nad tym popracować, bo ten rower mógł i powinien być mocniejszy. Odcinek rowerowy zajął 1:11’55” i był to drugi czas pośród sztafet. T2 zajęło mi 1’18”. I przyszedł czas na bieg.

Nawrotka na pętli biegowej
Nawrotka na pętli biegowej

Bieg też wyszedł poniżej oczekiwań. Plan był na pierwsze 2 km w okolicach 4’/km i potem przyspieszyć. Wyszło inaczej 😉 Na biegu były dwie pętle, które dosyć solidnie mnie zmęczyły. Mało było odcinków płaskich. Sama trasa była również niedomierzona, na mecie zegarek pokazał 9,96 km, zamiast 10,55. Bieg ukończyłem z czasem 40’42” i był to drugi czas pośród sztafet. Najciekawsze na biegu było samopoczucie. Czułem, że mogę jeszcze ze dwie pętle w tym tempie przebiec, ale za nic nie mogłem zmusić nóg do szybszego biegu. Znowu, trzeba będzie nad tym popracować, żeby bieg był mocniejszy 😉

Sumarycznie, cały dystans zajął nam 2:14’58”, zajęliśmy drugie miejsce i mieliśmy 7’2″ straty do pierwszej sztafety. Drugie miejsce to gorzej, niż w zeszłym roku, ale sumarycznie czas mieliśmy lepszy. Czyli jest progres, tylko konkurencja nie zasypia gruszek w popiele 😉

Podium w Starogardzie Gdańskim
Podium w Starogardzie Gdańskim

Na koniec chciałbym podziękować drużynie wspierającej, czyli mojej Mamie, Monice i Heniowi (który dzielnie zniósł trudy kibicowania!). Oraz gratulacje dla wszystkich z Endure Team, bo wyniki startów były co najmniej zacne, np. Marta wygrała open kobiet w Charzykowych, Tomek wygrał open i złamał 2 godziny na 1/4 w Starogardzie 😀

A teraz czas zrobić kilka (tysięcy) kroków wstecz i zacząć pracę od podstaw nad pływaniem. I może, może! Za rok w Starogardzie sztafeta będzie jednoosobowa? 🙂

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *