Co się jeszcze może spieprzyć?

W sobotę zawody w Czempiniu. Plan jest taki, żebym wystartował na dystansie długim, czyli 10 km biegu, 60 km rower i potem kolejne 10 km biegu. To mój wiosenny start A i pod niego Trener Tomasz Spaleniak prowadził przygotowania. No właśnie, przygotowania… Jedno co można napisać o tych przygotowaniach, to że Trener musiał się nieźle nagimnastykować, bo nie ułatwiałem.

Żeby nie było, nie sabotowałem umyślnie tych przygotowań. Ot, tak wyszło. Jak bym miał to krótko podsumować, to naście razy wystąpiła migrena, z czego kilka razy tak, że nie byłem w stanie wyjść na trening. Raz posłuszeństwa odmówiły plecy i znowu parę dni i treningów w, hehe, plecy. Problem z nogą, rozwiązany na szczęście przez Macieja Czarnego, też uprzykrzył mocne treningi biegowe i zrobienie życiówki w półmaratonie. No i moja nieszczęsna alergia. Teraz, w okresie gdy pylą moje alergeny zdarza się, że pomimo leków mam problem z oddychaniem na treningach, nie tylko tych mocnych.

Mimo wszystko Tomek modyfikował plan, szukał sposobów, żeby forma była. I wiecie co? Forma jest! Zadania, które myślałem, że są niemożliwe do zrobienia przeze mnie, zostały zrobione. Ba, przy niektórych zakładkach duathlonowych (bieg-rower-bieg) myślałem, że po pierwszym biegu nie będę już w stanie ruszyć ręką czy nogą. A potem robiłem pierwszy bieg, siadałem na rower i dawałem radę. Może nie z jakimś zapasem, bo zazwyczaj obciążenia były tak dobrane, żeby było ambitnie i ciężko, ale żebym dał radę. Jak jest ciężko na treningu, to na zawodach może być jeszcze ciężej!

I szło do przodu, pomimo problemów. Tak mocnego roweru dotąd nie miałem. Tak mocnego biegania również do tej pory nie miałem. Ba, nie miałem nigdy tak mocnego biegania po mocnym rowerze! Poprawiła się moja technika biegowa, poprawiła się siła biegowa i rowerowa. No po prostu jest forma, jest moc!

Ale nie może być tak dobrze, żeby po prostu na luzie podejść do zawodów. Co to, to nie! Coś jeszcze się musiało zepsuć i się, niestety, zepsuło. W piątek wypadło mi wypełnienie z zęba (7 lewa dolna). Pod wieczór ząb zaczął pobolewać, ale w sobotę rano udało się ogarnąć naprawę wypełnienia. Niestety, ból się nasilał. Noc z soboty na niedzielę to była masakra. Chwilami chciałem pójść po kombinerki i pozbyć się problemu. Dla pewności wyrwać ze 3 zęby, jak by nie bolał ten, który podejrzewałem.

W niedzielę rano, mimo wszystko, pojechałem na trening grupowy Endure Team. Zrobiłem tylko połowę (rower+bieg, bez drugiego powtórzenia tego samego), bo na biegu miałem wrażenie, że ktoś mi, przy każdym kroku, młotkiem wali w głowę. Udało mi się umówić wizytę na 19 jeszcze w niedzielę. Szybkie zdjęcie i… okazało się, że lewa dolna 6 sobie zafundowała zmianę okołowierzchołkową. No masakra, to ona tak bolała. Szczegóły otwarcia zęba pominę, ale po godzince ulga była już wielka, ból. Niestety, ząb może być nie do uratowania – decyzja zapadnie we wtorek. Jakakolwiek decyzja nie będzie, to chciałbym jednak w Czempiniu wystartować, pytanie brzmi, czy to się uda? Bo dzisiaj rano wyglądałem tak:

Spuchły
Spuchły

Ech 🙁 Trzymajcie kciuki…

Facebook

2 myśli na temat “Co się jeszcze może spieprzyć?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *