Bieg Niepodległości 2017

Ostatnim startem tego sezonu miał być (i był) Bieg Niepodległości w Gdyni, ostatni bieg w cyklu Grand Prix Gdyni w biegach ulicznych. Tym razem trasa biegu była klasyczna, taka jak choćby w zeszłym roku. To trasa, którą znam jak własną kieszeń, którą w sumie lubię. Moim największym wyzwaniem zazwyczaj jest ulica Świętojańska. Podbieg, niby nieduży, ale długi. Potrafi zmęczyć. Przekonałem się o tym niejednokrotnie, choćby w trakcie jednego z Biegów Europejskich, kiedy Świętojańska mnie ugotowała 🙂

Plan był prosty, zaatakować życiówkę, złapać ją, rzucić na glebę i się po niej przebiec 😉 Czyli każdy wynik poniżej 38’38” był zadowalający. No ale przecież nie może być tak prosto, nie? Tak fajnie się w parkrunach biegało, tak fajnie poszło bieganie na MP w duathlonie… To wymyśliłem sobie, że chciałbym pobiec poniżej 38 minut. Celem max było średnie tempo 3’45″/km, czyli na mecie 37’30”.

Nadzieję rozbudzał też fakt, że przez ostatnich kilka dni pogoda nie dawała powodów do narzekania. Nawet zbyt mocno nie wiało, a przynajmniej nie na tyle, żeby się tymi podmuchami zbytnio przejmować. Pogoda miała jednak inne plany, się wzięła i zepsuła. 🙁 Pocieszające było to, że plecy trochę mniej bolały, nogi miały luz i ochotę zasuwać. Ogólnie było całkiem dobrze, czułem się mocny! W głowie tkwiło, że cel 37’xx” jest realny. Przecież to tylko dwa razy dłuższy dystans niż 5 km, co w tym trudnego? 🙂

Trzy godziny przed biegiem zjadłem standardowy posiłek (ryż), chwilę pokręciłem się po domu i stwierdziłem, że czas jechać. Dużą zagwozdką był dla mnie dobór stroju. Temperatura jako taka (termometr pokazywał 3 stopnie) nie stanowiła problemu. Problemem był zimny wiatr. Ostatecznie zdecydowałem, że założę koszulkę termoaktywną z długim rękawem, na to koszulka biegowa i do tego spodenki triathlonowe kończące się na udzie (Huub Core – polecam).

Przed rozgrzewką zebraliśmy się w ramach Endure Team na grupowe zdjęcie (bezwstydnie ukradzione z profilu Ironfactory.pl na FB ;)). Chyba widać, że było zimno 😉

Reprezentacja Endure Team
Reprezentacja Endure Team

Na rozgrzewkę ubrałem się jak człowiek-worek, żeby mnie nie przewiewało i nie wychładzało. W trakcie rozgrzewki doszedłem do wniosku, że jeśli pogoda się nie pogorszy, to strój powinien dać radę. Po rozgrzewce poszedłem na start i żeby się nie wychłodzić zacząłem łazić w kółko po strefie startowej, podobnie jak całkiem spora grupa zawodników 😉

O godzinie 15 wystartowaliśmy, grupa czerwona (elita, czasy poniżej 35′) i żółta (moja, 35′-39’59”). Kolejne startowały z odstępem czasowym. Założenie było takie, żeby pobiec płaskie kilometry równo, a na podbiegach kombinować, na wyczucie. Pierwszy kilometr biegłem lekko niepewny tego, jakie tempo będzie „delikatnie niekomfortowe”. I wyszedł trochę za wolno (3’44”, wg zegarka), można było te kilka sekund szybciej. Na drugim kilometrze był delikatny podbieg, więc tempo pod kontrolą, ale ostatecznie wyszedł szybciej niż pierwszy (3’43”). Trzeci kilometr, ul. Polska, był wietrzny. Na szczęście biegło trochę grupek i można się było schować. Wyszło znowu wolniej (3’45”) niż miało. Wrrr. No to na czwartym nie ma odpuszczania! Nie odpuściłem, na podbiegu się spiąłem i… jak mnie szarpnęło w plecach, w odcinku lędźwiowym, to pierwsza myśl była „zejdź z trasy, bo sobie zrobisz krzywdę”. Kurde, a tak było dobrze… No nic, pomyślałem, że dobiegnę do Świętojańskiej i najwyżej stamtąd zejdę z trasy, będzie bliżej do mety i depozytów. Czwarty kilometr zajął 3’50”. Biegło się jakoś sztywno, jak by mi ktoś drugi kręgosłup zrobił z kija. Mimo wszystko, piąty kilometr pobiegłem szybciej (4’43”) i pierwsza piątka pękła w 18’49” (wg oficjalnego pomiaru). Czyli nie ma masakry, ciągle jest szansa na wynik poniżej 38″! Tylko te plecy… Stwierdziłem, że zobaczę jak pójdzie szósty kilometr i najwyżej faktycznie zejdę. Zdziwiłem się trochę, bo nie spodziewałem się, że szósty kilometr zrobię w 3’35” :-O Czyli jestem sztywny, boli, ale tempo mogę trzymać. Czyli czas na Świętojańską! Jeśli dobrze pamiętam, to nie udało mi się do tej pory pobiec jej w tempie poniżej 4’/km. Nie udało, do dzisiaj – średnie tempo 3’57″/km. Szału nie ma, ale jest poniżej 4′! Ze Świętojańskiej za wiele nie pamiętam, poza myślą „oddychaj na dwa, bez hiperwentylacji”. I jakoś poszło. Ósmy kilometr (al. Piłsudskiego), w dużej mierze z górki, pyknął w 3’41”. No to teraz już meta blisko. Jak wiatr nie przeszkodzi, to jest szansa zrealizować cel! Dziewiąty i dziesiąty kilometr były w okolicach 3’45″/km, na finiszu coś tam przyspieszyłem. Ostatecznie na mecie byłem po 37’52”, według zegarka. Później ten czas potwierdził też SMS od organizatora.

Co się potem porobiło z pogodą, to ciężko opisać. Serdecznie współczułem tym, którzy jeszcze biegli. Zdążyłem się przebrać i pogoda oszalała. Uciekałem czym prędzej. Do auta dobiegłem (no dobra, dotruchtałem) mokry i przemarznięty. Miałem 3 warstwy na nogach, 4 na górze i było mi mega zimno. Śnieg, deszcz, wiatr… Brrr!

Sam bieg wyszedł lepiej niż się spodziewałem. Gdy zabolało mnie w plecach miałem wizję albo zejścia z trasy, albo dotoczenia się do mety powyżej 40′. Z ciekawostek, średnie tętno było relatywnie niskie, 163 bpm. Z jeszcze większych ciekawostek, obniżenie kadencji okazało się trwałe, pobiegłem ze średnią kadencją wynoszącą 190 spm, a zazwyczaj na zawodach biegałem z kadencją ponad 200. Zmiana techniki pracy rąk oraz długości kroku, nad którą pracowaliśmy z Tomkiem od 22 września, okazała się być dobrą zmianą. Biegam znacząco szybciej, na niższej kadencji. Średnie tętno spadło. W półtorej miesiąca postęp prędkościowy – kosmiczny! Dzięki Trenerze, proszę o jeszcze 🙂

Numer i medal z Biegu Niepodległości 2017
Numer i medal z Biegu Niepodległości 2017
Facebook

5 myśli na temat “Bieg Niepodległości 2017”

  1. Witam i serdecznie gratuluję dobrego biegu. Ja się tam również znalazłem, ale w strefie pomarańczowej i jak piszesz w blogu o załamaniu pogody to właśnie wczoraj tego doświadczyłem na ostatnich 2 kilometrach. Bieg ukończyłem z wynikiem netto 1 04, także ogólnie całkiem nieźle jak na pierwszy raz i czysto amatorskie przygotowanie. Bałem się o kolano i nieszczęsny ITBS ale po nasmarowaniu balsamem nic mi nie doskwieralo. Narazie pauza a co będzie w przyszłości to zobacze. Pozdrawiam serdecznie.

      1. Dzięki za dobre słowo, niestety młodzi to już nie jesteśmy 😁 inne problemy też doskiewrają 😢 Hmm i oczywiście bycie rodzicem 😁 to jest dopiero wyzwanie, Henia gratuluję i wytrwałości w kolejnych wyzwaniach. Pozdrowienia dla Żony 😀

  2. Najbardziej żałuję, że nie mogliśmy z Heniem kibicować na trasie, ale może spróbujesz poprawić wynik np. na wiosnę? 🙂 Jeszcze raz gratulujemy tatusiu :* 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

86 − 78 =