Wizziulkowa Róża Wiatrów

M: Co dzisiaj na lunch?

K: Nie wiem – coś dobrego, byle dużo!

M: hm…

10 minut później – po głębokim namyśle zakończonym poważnym mysim ślinotokiem…

M: Może fasolka po bretońsku? Ochotę mam.

K: Ooooo! Dobry pomysł!

**********************************************************

4 godziny i 5 huraganów fasolowych później…

(jak w temacie – zasłużyliśmy na rozrysowanie lokalnej róży wiatrów, rozgoniliśmy mgłę nad Witominem)

M: Skoro już tak gazujemy, to może na przekąskę ciacho fasolowe?

K: A masz przepis?

M: W sieci peeeełno, a dzisiaj mi w oko wpadło to u panny Anny…

K: No…. to w końcu białko. Białka nigdy dość!

**********************************************************

1 godzinę i dwa przepisy później – dzisiaj robiłam łapę, jedną, za pomocą ręcznego blendera, ale… było warto!!!

 

FasoLOVE słodkie szaleństwo
FasoLOVE słodkie szaleństwo

M: Takie białko to ja mogę C O D Z I E N N I E!

Panno Anno, Paulino – kocham Was :*

Facebook

Jedna myśl na temat “Wizziulkowa Róża Wiatrów”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

47 + = 56