Pierwsze koty za płoty…

Zostałam wreszcie trajtlonistką, przyklepane!

I nic to, że jestem triathlonową Grażynką z Klanu, to naprawdę nic, póki jestem w stanie do tej mety samodzielnie doczłapać w wyznaczonym czasie! We wszystkich dyscyplinach jestem mniej niż średnia, na rowerze kiedyś najprawdopodobniej wyzionę ducha (przez jaki zawał), a nawet – co tu kryć – zamiast wytapiać, z nerwów wcinam po prostu wszystko i puchnę w tempie pompowania bojki ratowniczej – niedługo pewnie zaczniemy remont, chowajcie przede mną płyty karton-gips! Nic to wszystko! Ukończyłam 1/8 IM w Ślesinie (1:25’10”) i 1/4 IM w Starogardzie Gdańskim  (3:02’29”) i jestem z siebie dumna! 🙂  

Cieszę się, że Trenercia tak to mądrze wymyśliła, żebym troszkę postartowała przed tą 1/2 IM w Poznaniu (dystans ów mnie zresztą obecnie przeraża, ale nie o tym…),  bo dzięki temu naprawdę wiele uczę się i o triathlonie, ale i o Mysi w triathlonie, a i poza nim też.

Do tej pory dowiedziałam się na ten przykład, że:

  • pływanie w triathlonie, przy kiepsko przemyślanej trasie, to bardziej boks niż pływanie (Starogard Gd.)
  • całkiem lubię boks, nie tylko oglądać
  • mimo, że jestem Grażynką pływania i tak idzie mi ono najlepiej ze wszystkich dyscyplin (to dla mnie nowość, szczerze liczyłam, że będę lepsza w bieganiu)
  • dużo łatwiej się nawiguje na wielkie boje na zawodach (Ślesin, Starogard Gd.), niż na pięciolitrowy kanister udający boję (Zawiad – treningi)
  • nie lubię czesania wodorostów (Starogard Gd.), ani przechadzek po nich  (to wiedziałam już wcześniej, ale to czesanie… brrr)
  • umiem jednocześnie przebierać rękami do kraula i wyjmować wodorosty zza okularków (Starogard Gd.)
  • przy wychodzeniu z wody – po przejściu z pozycji horyzontalnej do wertykalnej, następuje u mnie coś na kształt stanu przedzawałowego (tętno 196) i mam przeolbrzymią chęć podzielenia się ze światem wcześniej zjedzonym śniadaniem
  • jestem sierotą w T1 i T2 – nigdy nie myślałam, że jestem taką guzdrałą!!!
  • jestem również Januszem zegarka – w Ślesinie udało mi się wyłączyć zegarek po części pływackiej, w Starogardzie – po rowerze
  • nie da się włączyć treningu w Garminie 920XT zębami (testowane na rowerze w Ślesinie)
  • nie da się włączyć treningu w Garminie 920XT nosem (j/w)
  • czasami brak informacji o tym, z jak żałosną średnią prędkością jedziesz i pedaling bez Ninji opieprzającego Cię za zbyt niską kadencję bywają wyzwalające (Ślesin)
  • na rowerze trzeba dużo pić, bo inaczej zdycha się podczas biegu (Ślesin)
  • pić trzeba dużo JADĄC na rowerze, ale już niekoniecznie tuż po zejściu z niego, chyba że się lubi kolkę gigant i przyczajonego pawia (wcześniejsze zakładki)
  • trzeba futrować ile się da na rowerze, żeby mieć później siłę na bieganie (dotyczy pewnie głównie dłuższych dystansów, ale na 1/4 IM też chyba troszkę za mało zjadłam)
  • umiem lewą ręką i paszczą ogarnąć żel na rowerze bez zatrzymywania się (Starogard Gd.) – bosko!
  • można mieć kolkę gigant na biegu również wtedy, gdy nawodnisz się przesadnie wodą z jeziora na etapie pływackim (Starogard Gd.)
  • kiedy podczas etapu biegowego żar się z nieba leje, polewaj się wodą ile wlezie, inaczej możesz zobaczyć smoka w ogródku, tak mniemam
  • dla pierwszoroczniaka, jak mua, tempo biegowe z zawodów biegowych nijak się ma do tempa biegowego po taplaniu i pedałowaniu (zapomnijmy o moim 5’14”/km w 1/2 IM, witaj 6’00”/km – oby chociaż tak!)
  • moja niechęć do lemondki i nieumiejętność oderwania prawej ręki od kierownicy jest bardzo słaba w perspektywie tej 1/2IM
  • #niemaniemoge i w końcu tę kierownicę okiełznam!
  • zawodnicy tri są przemili – kiedy zdychałam przez kolkę w Starogardzie Gd., praktycznie każdy wyprzedzający mnie biegacz pytał, czy aby wszystko ze mną w porządku i pomagał jak mógł – choćby dobrym słowem, dziękuję :*
  • na bieganiu można pocieszać się myślą o basenie w strefie finiszera…
  • można też uprzeć się na jedne konkretne nogi (najlepiej jakieś niezłe) i je gonić – dziękuję pani Dorocie W., za dociągnięcie mnie do mety w Starogardzie Gd.
  • naprawdę nie ma nic piękniejszego niż wskoczenie do basenu rozporowego w strefie finiszera (wreszcie bez wodorostów)
  • w zespole siła! Dzięki Trenerciu, dziękuję koleżankom i kolegom z zespołu Tridea za niesamowite wsparcie, za wszystkie ciepłe myśli i słowa, jesteście boscy :*
  • lubię ten cały trajtlon i będę to robiła dalej, także bójta się!!!
starogard
Z Robertem W. i Kamilem moim kochanym – na mecie w Starogardzie Gdańskim
Facebook

3 myśli na temat “Pierwsze koty za płoty…”

  1. Z tą Grażynką to tak przewrotnie chyba 😉 Jestem drugim po Kamilu – wybaczcie pozostali, że tak się bezpardonowo wpycham w szereg 😉 – mysim kibicem i mnie tam nie przeszkadza nieogarnianie zegarka tudzież lemondki i innych ustrojstw im podobnych… TriFun przede wszystkim!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 + = 14