Placuszki potreningowe

IMG_0151

Kamil kazał mi opublikować przepis – ja tam wolałabym pozostać przy smażeniu i wcinaniu, ale jak mężczyzna mówi publikuj, to cóż mogę innego zrobić? 🙂

Taka się leniwa do tego zrobiłam po jedzeniu, że nawet mi się nie chciało tabelki w WordPressie produkować, tylko walnęłam screenshota z Excela – żenada, wiem, ale tak sobie dałam w kość wczorajszym treningiem i doprawiłam dzisiejszym, że nic tylko paść na pysk i chrapać.

W każdym razie po treningu zjeść coś trzeba i po szybkim przeglądzie lodówki padło na placuszki, z angielska zwane pancakesami, a po mojemu to takie po prostu placki-pankracki na winie, czyli co się nawinie do placków.

Jak się okazało, nawinęło się nawet całkiem szczęśliwie, gdyż praaaawie wstrzeliliśmy się w złotą proporcję posiłku potreningowego, a mianowicie 4 (węglowodany) : 1 (białko)

Wybaczcie mi proszę, bo ja to wszystko robię na oko, więc całkiem możliwe, że proporcje w tabelce nie do końca trafione – jeśli ciasto okaże się za gęste, można dolać trochę mleka, wody lub jogurtu naturalnego. Jeśli zbyt rzadkie – dosypać mąki.

No to jedziemy – wspomniana wcześniej tabelka (jak to kliknieta, to się otworzy duża tabelka w nowej stronie – to dla tych gorzej widzących):

Placuszki potreningowe
Placuszki potreningowe

Przepis prosty jak konstrukcja cepa:

Banany rozgnieść widelcem, jajka rozbić i roztrzepać (można tym samym widelcem – opcja dla leniwych), wymieszać w misce pierwszych 6 składników (czyli bez jabłek prażonych i jogurtu – sosu), oczywiście tym samym widelcem 🙂 Ja sobie pokomplikowałam sprawę i rozłożyłam to do dwóch miseczek, żeby błonnik gryczany dodać tylko do jednej i usmażyć placuszki ciemne i jasne. Żeby to było takie fikuśne i w ogóle. Błonnik gryczany u nas zastępuje z powodzeniem kakao, na które źle reaguje Kamil, ale można go pominąć (błonnik, nie Kamila ;)), lub użyć kakao właśnie czy karobu 🙂 Mąkę miałam orkiszową (luksusowe dobro i sofistikejtyd takie), ale można użyć równie dobrze pszennej razowej czy tam innej, która się akurat nawinie.

Na rozgrzaną suchą patelnię (żeby było fit), nakładamy ciasto w ilości 1-2 łyżek na placuszek. Smażymy na średnim ogniu aż na wierzchu pojawią się bąbelki powietrza – to znak, że placuszek możemy przełożyć na drugą stronę i smażyć jeszcze chwilę 🙂

Na talerz nakładamy stosik placuszków i polewamy jogurtem naturalnym (jeśli komuś jeszcze za mało białka może ten jogurt zmieszać z odżywką białkową, a co – my nie bronimy), na to ciapniemy sobie prażone jabłko albo świeże owoce.

Porcji nikomu wyliczać nie będziemy – zależnie od potrzeb. Nam się udało wykroić z tego 5 porcji po 3 spore placki. Jedna taka porcja to jak łatwo wyliczyć około 200 kcal. Kamil pochłonął prawie 2 takie 🙂

Smacznego!

PS. Ha! Na zdjęciu ewidentnie widać, że „sosu” nie żałowałam, ale to tylko więcej białka… 🙂

PS2. Błonnik gryczany kupiłam jakiś czas temu w Rossmannie, przy okazji uzupełniania zapasów amarantusa. Można kupić gryczany lub gryczano-kakaowy, który zawiera 75% łuski gryczanej, 15% kakao i 15% dzikiej róży. Tu link do gryczanegotu do gryczano-kakaowego, całkiem smaczne.

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *