Mysz Miejska w duathlonie

Kamil opisał już wrażenia ze swojego pierwszego razu… w duathlonie 😉 I słusznie! Ma się chłopak czym pochwalić, bo jak na debiut spisał się wyśmienicie! Szczerze? Totalnie nie rozumiem dlaczego on na ten rower narzeka, bo tempo miał bardzo przyzwoite jak na tę trasę. Strefa zmian, to co innego, taaak! W strefie zmian faktycznie przyślimaczył 🙂 Założenie kasku to mu jeszcze jakoś poszło, ale powiem Wam, że przy reszcie ciuchów to czasu natraciiiiił, o matko jedyna! Ja wtedy jeszcze robiłam za kibica (dystans krótki miał się rozpocząć po zamknięciu dystansu długiego – limit 3h), widząc te jego zmagania już prawie włosy z głowy rwałam i w myślach tylko popędzałam – „Szybciej, żesz kurczę pieczone! Motyla noga, stracisz nadwyżkę z biegania! Szybciej tę kurtkę!”.

Noooo… taka mądra byłam oczywiście tylko do momentu, gdy sama do tej strefy zmian wpadłam i zaczęłam rękawiczki przekładać z ręki do ręki – zamiast zwyczajnie na łapy wcisnąć – najwidoczniej na pierwszym bieganiu zapasy glikogenu mi z mózgu wyżarło. Mówię Wam, koszmar ta strefa zmian! Doświadczeni to rach-ciach wszystko ubrane i już w pełnym rynsztunku popylają z tym rowerem na bosaka albo w tych butach z blokami. Przyznam szczerze, że ja to ledwo ogarnęłam ten zielony dywan, bo na obcasach to zdarzało mi się biegać, nawet niekoniecznie w pełni sił witalnych i władz umysłowych (czyt. na lekkim rauszu), ale jednak – ja pierdzielę – ten obcas to zwykle był pod piętą! No nic to, trzeba będzie to faktycznie wszystko ćwiczyć w domu na sucho – i ten dywan iście celebrycki, i te przymiarki jak w sieciówce przed studniówką, no nie ma zmiłuj!

Co ja miałam tam tegez, bo znowu się zakałapućkałam w dygresję?!… Otóż… no Kamil ma się czym pochwalić, a ja… ja się zmieściłam w limicie 🙂 Bieganie poszło mi przyzwoicie i to chyba tyle dobrego. Rower to niestety około 18 km mojej duathlonowej porażki 🙁 49 (!!!) minut bezmyślnej walki z pedałem przy ewidentnym niedotlenieniu mózgu lub tym wcześniej sugerowanym niedoborze glikogenu w rzeczonym organie. To co ja tam nawyczyniałam, a raczej czego nie zrobiłam, to przechodzi ludzkie pojęcie! Kadencja jak u rozładowanego króliczka Energizera, oddech jakby mi kto respirator odłączył, pysk czerwony, wzrok obłędny…

Dowód rzeczowy A:

Mysz na rowerze
Mysz na rowerze

Jak to w punkt określiła moja siostra – nie wyglądam tu na przesadnie szczęśliwą. I ma niestety rację, bo było ciężko. I to dosłownie 🙁 Ciążą mi dodatkowe kilogramy, które zdążyłam nabyć zimą i w ostatnich tygodniach – ten rower tak mnie stresuje, że pochłaniam wszystko co leży w zasięgu moich rąk niczym świetnie działający odkurzacz.

Najwyższy czas zmienić oponę na letnią… dowód rzeczowy B:

Mysz z dodatkową zimową oponą
Mysz z dodatkową zimową oponą

Oczywiście dodatkowa oponka to nie jest jedyny powód tego słabego roweru. Bardzo liczyłam, że startowa spina wymusi u mnie pełną mobilizację, taką jak widziałam u Kamila czy innych kolegów z zespołu Tridea, biorących udział w zawodach. Miałam cichą nadzieję, że nogi już się przyzwyczaiły do kadencji w okolicach 90 rpm, że właśnie taką utrzymam. Mój Ninja popiskiwał, że coś jest nie tegez z tym kręceniem, a ja go nie posłuchałam 🙁 Jestem naprawdę zła na siebie o ten start, bo bezlitośnie obnażył wszelkie moje braki – tego się nie da nadrobić samą głową, tu trzeba po prostu umieć! A żeby umieć, to swoje trzeba wyjeździć – nie ma zmiłuj!

Nic to jednak! Jakem Mysz, nie poddam się i będę dalej walczyć na trenażerze i na szosie, żeby móc wystartować w tym roku w Poznaniu i nie walnąć DNFa.

3mta kciuki i stej tjund!

PS1. Bardzo dziękuję wszystkim znajomym za słowa otuchy, Trenercię przepraszam, że jej marudziłam, że ją serce trenerskie przeze mnie bolało, co złego to nie Mysz…

PS2. A propos Trenerci… Ola pozamiatała na tych zawodach na dystansie długim i równo skroiła wiele zgrabnych kolarskich tyłeczków 😉 Oto moja Trenercia na rowerze, full profeska, co nie?

Trenercia
Trenercia na rumaku
Trenercia na celebryckim dywanie
Trenercia na celebryckim dywanie

PS3. No i jeszcze muszę tutaj wstawić fotkę mojego Kamila, bo jestem z niego dumna przeogromnie!

Kamil na dywanie
Kamil na dywanie

Mysi występ popisowy:

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *