Nie cierpię… :)

Oto Myś po odbyciu kilku treningów szosowych:

322225237-GrouchySmurf_t620

Tak, Myś Maruda w pełnej krasie! Może powinnam sobie zmienić imię, w końcu też na M i inicjały zostanę te same? 🙂

Zdaję sobie sprawę, że takie stwierdzenie wymykające się spod moich palców wygląda co najmniej absurdalnie – ledwo zaczęłam jeździć, wcześniej też nie byłam jakimś rowerowym wymiataczem ekwilibrystą (umiałam otrzeć gila z nosa, całkiem jak teraz), a już narzekam!

Na rowerze dojeżdżałam okazjonalnie do pracy i niestety jeszcze rzadziej jeździłam na krótkie wycieczki rowerowe. W takich sytuacjach nie irytowały mnie tak bardzo wąskie i ostre zakręty, przewężenia, konieczność omijania wiat autobusowych czy innych występków i wyrostków albo przejeżdżanie co i rusz z jednej strony jezdni na drugą. Kiedy jednak usiłuję zrobić trening rowerowy wszelkie takie „drobne niedogodności” zaczynają wkurzać. Ciekawa jestem czy osoby projektujące ścieżki rowerowe w Polsce w ogóle poruszają się rowerem? Ja po przejechaniu się taką ścieżką raptem 3 razy mam jej serdecznie dość, zatem szczerze wątpię 🙂

Jest jeszcze jedna taka drobniuteńka sprawa… kultura osób korzystających z tych ścieżek też pozostawia w moim odczuciu troszkę do życzenia. Mam świadomość, że miejskie ścieżki rowerowe mają głównie przeznaczenie rekreacyjne, że są często współdzielone z pieszymi i obowiązuje na nich znaczne ograniczenie prędkości – jednak to nadal nie deptak w kurorcie 🙂 Ba! Nawet pieszych na chodniku (czy rzeczonym deptaku w kurorcie), obowiązują przepisy o ruchu drogowym – o zdrowym rozsądku i szczątkowym myśleniu nie wspominając. Jako pieszy / biegacz / rowerzysta / pasażer samochodu mam niestety takie obserwacje, że nawet owce prowadzone na wypas zachowują większy porządek i są bardziej przewidywalne na drodze, niż spora część homo sapiens, bo tak serio-serio i naprawdę szczerze, nie ogarniam takich sytuacji:

  • Rodzice z trójką małych dzieci na rowerkach – dzieciaki puszczone 400 metrów przed rodzicami, jadą od lewej do prawej – jak się uda, na dokładkę w towarzystwie ślicznego, rosłego szczeniaka, spuszczonego ze smyczy i bardzo chętnego do zabawy…
  • Para na rowerze jadąca KONIECZNIE obok siebie, z prędkością nie przekraczającą 12 km/h – prawie wężykiem, bo to przecież rekreacja-konwersacja… i nie będzie ich jakiś debil w obcisłych galotach (!!!) pouczał,  że nawet rekreacyjnie, to się jednak jeździ jeden za drugim prawą stroną…
  • j/w tylko w konfiguracji mama z dorastającym synem – świetny przykład wychowawczy swoją drogą…
  • Tato, który MUSI iść tą ścieżką rowerową obok całkiem samodzielnie poruszającej się na rowerze córki – bo przecież, gdyby zrobił całe trzy kroki w bok i szedł chodnikiem, to by nie zdążył podtrzymać przy upadku, a może na tę odległość nie da się już konwersować?
  • Dwie rolkarki, które rozstawiły na środku ścieżki rowerowej słupki do slalomu, i z ogromną radochą klapią pupskami na tę ścieżkę… ja wiem, że ścieżek dla rolkarzy to już w ogóle na lekarstwo, ale czy w takim celu nie można pójść na jakiś plac, pusty parking, boisko lub skate park? Nawet jakaś ślepa uliczka byłaby lepsza…
  • ROZMOWA KONTROLOWANA. Na transport nie czeka się pod wiatą autobusową, tylko konwersuje się przez komórkę koniecznie na ścieżce przebiegającej za tą wiatą, bo przecież w środku, to ktoś jednak może podsłuchać!
  • Siatki z Lidla też łatwiej targać idąc po czerwonym. Szary chodnik metr obok nie prowadzi tak dobrze do celu.

I tak by niestety można mnożyć, a ja to jednak jestem Myś Maruda – lepiej już skończę tę żółć wylewać i zacznę się mĘtalnie przygotowywać do jutrzejszego duathlonu…

3mta kciuki, bo to sytuacja win-win! Jak ujadę – pewnie przestanę narzekać. Jak nie ogarnę – nie będzie już komu narzekać 🙂

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *