Choroba – powrót po chorobie

Choroba. Nienawidzę chorować. Nie tylko ze względu na straty, jakie choroba poczyniła w moim organizmie (o czym za chwilę). Nienawidzę chorować ze względu na to, że nie mogę sam ze sobą wytrzymać. Robię się marudny, wszystko mnie drażni, ciężko mi się myśli. Najbardziej drażnię w sumie sam siebie, bo (znowu) nienawidzę, gdy jestem marudny. I mam wrażenie, że jestem tylko ciężarem dla wszystkich wokoło.

Choroba. Niby trwała tylko tydzień, ale zniszczenia poczyniła konkretne. Pierwsze nieśmiałe próby jazdy na trenażerze były słabiutkie. Za pierwszym razem wytrzymałem 40 minut. Za drugim już tylko 30. Tempo słabe, tętno bardzo wysokie. Tragedia. A po każdym rowerze, zgodnie z zaleceniem Trenerki, robiłem siłę. Core stability to była masakra, każdego dnia. Brzuszki i grzbiety jeszcze jakoś szły. Ale byłem ogólnie obolały po nich. A leżałem tylko tydzień!

W sobotę, w ramach lekkiego powrotu do treningu, wybrałem się z Moniką na zakładkę. Na rowerze jeszcze jakoś dawałem radę, ale na biegu miałem już dosyć. Skończyły mi się siły. Mimo, że było to tylko 8 kilometrów. Na rowerze tętno szalało, na biegu, na szczęście, już nie. Wczoraj znowu był rower, 2 godziny na siodle. Boli tyłek, ale tętno się trochę poprawiło. Co ciekawe, i Monika i ja, mieliśmy niższe tętno na rowerze niż w sobotę. A jechaliśmy szybciej i do tego wiał mocniejszy wiatr. U Moniki to pewnie odpuścił trochę stres, ale u mnie? Może to taki lekki sygnał, że nie jest aż tak źle po tej chorobie? Czas pokaże…

Ten tydzień będzie lekki, żeby w miarę spokojnie powrócić do reżimu treningowego. Z jednej strony, jest to dla mnie źródło frustracji. Mikroplan wygląda tak… pusto. Wygląda tak, jak bym był w trakcie roztrenowania. Jeden trening dziennie, tylko jeden. To ciekawe, że się tak szybko przyzwyczaiłem do większych obciążeń i teraz mi bez nich dziwnie. Zobaczymy, jak będzie szedł ten tydzień, ale mam wrażenie, że szybko będzie mi za mało. Przynajmniej w głowie. A czy ciało da radę? Myślę, że da. Lepiej lub gorzej, ale da. Szczególnie, że w głowie siedzi, że chcę trenować. Ba, w głowie siedzi, że potrzebuję trenować! Jak będzie dobrze szło, to może uda mi się wynegocjować z Trenerką zakładkę w weekend? Chociaż malutką… 😉

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *