Jak potok płynie czas…

Nie mogę uwierzyć, że minęło tyle czasu odkąd ostatnio tu zaglądałam! Najwyższa pora coś skrobnąć, skoro w moim życiu tyle się dzieje! 🙂

Od października rozpoczęłam współpracę z panią trenerką od triathlonu, czyli robi się poważnie. Pływam dalej swoim własnym mysio-kraulem, chociaż naprawdę staram się nauczyć pływać poprawnie. Obecnie skupiam się na prawidłowej pracy nóg i… nie ma lekko – mój ciężki kuferek ciągnie mnie w dół, a kolana zginają się bez sensu. Stópki jak na złość nie zawsze chcą się obciągnąć, a gdy wreszcie zadowolona z pracy nóg odkładam deskę i próbuję płynąć pełnym stylem to… nogi znów toną 🙂 Trenerka pociesza mnie, że w końcu zaskoczy… mam cichą nadzieję, że przed pierwszymi zawodami. Do ogarnięcia przecież jeszcze tyyyle różnych rzeczy! Przede wszystkim ze względu na zbliżający się półmaraton w ostatnich tygodniach w ogóle nie mam treningów rowerowych. Ogromnie się stresuję, że nie opanuję roweru i pływania.

Bieganie jakoś mi idzie, ponoć coraz lepiej, ale ja oczywiście jestem głodna większej prędkości – już, natychmiast! Dobrze, że czuwa nade mną trenerka i K. – od czasu do czasu ktoś rozsądny musi mi skrócić smycz, żebym nie zaprzepaściła tygodni treningu przez własną popędliwość i głupotę, nie straciła z oczu celu długoterminowego.

Od ostatniego wpisu zdążyłam:

    • poprawić życiówkę na 10km w 53. Biegu Westerplatte w Gdańsku – w tej chwili mój czas to 51’20”
03
Jeszcze się szczerzę, czyli jak nic przed 5. km 🙂
  • dość już zmęczona wziąć udział w II Biegu o Złotą Górę w Kartuzach, na dystansie 9,2km – bardzo ładna trasa! – czas netto: 49’51”
  • zaliczyć Bieg na Piątkę przy okazji wspierania K. w jego maratońskiej przygodzie 🙂 – czas netto: 25’09”

A dzisiaj zapowiada się super przyjemny trening biegowy – 10 km po lesie, a później pot i łzy podczas core stability 😉